Sezonowy basen ogrodowy

Oczywiście, można sobie wybudować basen, jednak koszty przerastają moją wyobraźnię. Za dużo kasy, zachodu i wszystkiego.
Można jednak mieć sezonowy basen ogrodowy. Bez wielkich inwestycji, czary mary, trzask-prask, pojawia się basen. Kosztorys (który mnie fascynuje) będzie na końcu, teraz tylko zobaczcie efekt:

Pomiędzy letnią łaźnią a basenem

Okna prawie weneckie 🙂 chronią przed wiatrem i wścibskim okiem. Pokrywa umożliwia nagrzewanie wody, a jednocześnie zatrzymuje wszelkie pyłki, paprochy i liście niesione z wiatrem, oraz insekty i innych gości, których zwabiła woda – np. żabę trawną o imieniu Zenek.

W deszczu Zenek pływa stylem klasycznym

Drugie zdjęcie jest wcześniejsze – konieczność wybierania sitem różności zmusiła mnie do założenia pokrywy na basen. Woda pomiędzy drugą a pierwszą fotografią została oczywiście wymieniona, co zresztą widać po paprochach wkoło Zenka i piłki. Takie paprochy powodują również rozwoj glonów, co po wylaniu wody wymaga mycia całego basenu
Pokrywa to patent pomysłowego Dobromira:
Obręcz – Do usztywnienia potrzebne są 2-3 rurki elektroinstalacyjne 2-metrowe lub 3-metrowe (ilość zależy od obwodu basenu). Kosztują niecałe 3 zł. Continue reading “Sezonowy basen ogrodowy” »

Aloes ma małe!

Na parapecie życie wre.
Proszę Państwa, oto aloes. Aloes drzewiasty, czyli Aloe arborescens. Takie mięsiste liście to cecha sukulentów, czyli roślin potrafiących przechowywać wodę w liściach.

Aloes ma odrosty

Właśnie nasze aloesy poczuły miętę i rozpoczęły rozmnażanie. W tej doniczce wyraźnie widoczne są dwie małe roślinki wyrastające obok większych. Niedługo będzie je można rozsadzić.

Tak, bo to są właśnie odrosty. Pewno pomyślałaś (pomyślałeś), że to farbowane włosy dały aloesowi odrosty… 😀 😀 😀
No nie. Tę roślinę rozmnażamy z odrostów, które właśnie tak, jak na zdjęciu, pojawiają się jako małe roślinki obok dużej rośliny macierzystej.
Poza rozmnażaniem wegetatywnym istnieje, oczywiście, siew nasion, Continue reading “Aloes ma małe!” »

Z parapetu do tunelu. Pomidory cz. 3

II połowa maja

Sadzonki wysiane 18 i 24 marca wschodziły spokojnie na parapecie. W sklepach ogrodniczych można już kupić sadzonki sporo wyższe od moich po 3-5 zł, ale nic to. Zresztą te sklepowe na pewno wzrastały w dogrzewanych szklarniach, może też w doświetlanych, w super dobranej glebie. Przeniesione i posadzone na moich grządkach mogą sobie nie poradzić. Nie, wolę uczyć się od zera, od wysiewu nasion.
Dzień załamania: znowu kleszcz. Znowu antybiotyki.

Światelko w tunelu


Bez dramatów — moje światełko będzie w tunelach, jakie w tym roku stanęły w ogrodzie. Przypadek sprawił, że kupiliśmy tunele foliowe. Kupiliśmy je na zasadzie z Ziemi Obiecanej: „ja się nie znam, ty się nie znasz, to razem sobie poradzimy”. Nabyte po okazyjnej cenie w jednej z sieciówek okazały się nad wyraz przydatne, nie wiem jeszcze, na ile skuteczne. Niemałą rolę w decyzji zakupu odegrała niska cena: 4 metry bieżące tunelu ze wszystkimi akcesoriami za 35 PLN. W sam raz na pierwszą grządkę, może trochę za mało na drugą, dłuższą. No, w każdym razie kupiliśmy dwa tunele.
Najpierw stanął jeden tunel — i stoi od tygodnia.
Wszystko OK, ale pierwszy agrest musi wylecieć stąd. Zresztą już i tak był na wylocie – w tym roku nawet nie zakwitł. Dlatego zresztą pojawiły się nowe dwie sadzonki – widoczne na środku grządki. Małe są, w tym sezonie niech tu rosną, potem pomyślę.
W każdym razie sadzę tu pomidory – te drobne, koktajlowe. Do każdego dołka łopatka ziemi sadzonkowej, wermikulit (już pisałam o nim w części 2.) i sadzonka z bryłą korzeniową. Jeśli była w doniczce torfowej, to razem z nią wkładam do dołka. Przysypuję ziemią sadzonkową i podlewam. W ramach oszczędności miejsca na grządce ostatecznie posadziłam 3 rzędy pomidorków. Mam nadzieję, że nie wyrosną aż do „sufitu”, który tu jest dość nisko. W końcu bowiem nad stelażem z rurek rozpostarliśmy tunel właściwy.
Drugi miał stanąć tuż obok, ale wtedy wtrącił się drugi kleszcz (po prostu mnie lubią; bez wzajemności!) i nastąpiła przerwa. Połowa sadzonek jeszcze więc pozostaje w doniczkach — torfowych i plastikowych.
Pierwszy tunel został rozpostarty nad sadzonkami pomidorów 20 maja, a więc wkrótce po tzw. zimnej Zośce (15 maja to imieniny Zofii), kiedy mija niebezpieczeństwo przymrozków, których młode sadzonki bardzo się boją.
Teoria tunelowa:
Przede wszystkim osłony foliowe przejmują część słonecznego promieniowania długofalowego, dzięki czemu w tunelu występują mniejsze straty ciepła i łagodniejsze są dobowe wahania temperatury. Continue reading “Z parapetu do tunelu. Pomidory cz. 3” »

Pomidory z parapetu cz. 2

Kwiecień

Po 20-25 dniach od siewu następuje pikowanie. W miniszklarenkach powoli wzrastają sadzonki – jedne słabsze, inne silniejsze.
Przygotowuję więc niewielkie doniczki torfowe. Podczas przesadzania okazało się, że mam ich zbyt mało, więc dobre są też plastikowe.
Przygotowałam ziemię do sadzonek i wermikulit – minerał do napowietrzania, który dzięki swojej zdolności zatrzymywania i stopniowego oddawania wody wraz z minerałami niezbędnymi dla rozwoju rośliny (jakis nowy patent, którego wcześniej nie znałam, ale chętnie próbuję).
Na dno doniczki sypię trochę ziemi do sadzonek, na nią wermikulit. Niewielką łyżką wyjmuję roślinki i rozdzielając splątane korzenie, sadzę je do doniczek, przysypując delikatnie ziemią. Na koniec delikatnie wszystko podlewam, nie mocząc wrażliwych listków.
Staram się nie poplątać odmian. Kiedy znalazłam etykiety, wetknęłam je na każdą półkę doniczek i chyba jest OK. Zrobiło się strasznie dużo tych sadzonek. Szczególnie dużo wobec grządek, któóre dopiero tworzę na naszym ugorze – na kiepskiej ziemi, przez dziesięciolecia nieuprawianej.
Roślinki wracają na parapet – dopiero po połowie maja jest nadzieja, że nocne przymrozki przygruntowe się kończą. Wóczas będzie można myśleć o przesadzaniu.
Najpierw 12-13-14 maja to imieniny Pankracego, Serwacego i Bonifacego. To tak zwani zimni ogrodnicy – rośliny wrażliwe na mróz najlepiej sadzić po tych dniach.
A jeszcze lepiej – po „zimnej Zośce”, czyli po 15 maja.
Mam jeszcze nieco czasu na zajęcie się glebą. Praca w ogrodzie jest fajna, tylko że nie zawsze mój wolny czas przypada w odpowiednią pogodę. Trzeba przeczekać deszcze. Continue reading “Pomidory z parapetu cz. 2” »

Szklarnia na parapecie cz. 1

Opiszę tu amatorską uprawę pomidorów. Amatorską, bo się nie znam. Ale jesteśmy amatorami pomidorów, uprawiać chcę, więc próbuję.

Jest marzec

Wybieram nasiona — na wszelki wypadek 3 odmiany, może któryś uda się lepiej, a inny gorzej? Zobaczę. Dwie odmiany drobne, koktajlowe ‚Bajaja’ oraz ‚Tiny Tim’ i jedna — duże wczesne pomidory ‚Harzfeuer F1’ (patrz opisy odmian poniżej).
Kupuję miniszklarenki – niska cena (2 sztuki za 10 zł) i wygodne na parapet. Optymalna temperatura wschodu pomidorów to 20-27°C. Nie mam przecież ogrzewanej szklarni, więc przez 1-2 miesiące będziemy mieszkać z kiełkującymi nasionami. Miniszklarenka ma 47 x 16 cm i mieści 18 doniczek. Warto zwrócić uwagę, że przezroczyste wieczko szklarenki ma niesymetryczne wgłębienia – ułożone nad pojemnikiem z doniczkami może prawie szczelnie do niego przylegać lub – po obróceniu o 180° – tworzyć 1-centymetrową szparę do przewiewu powietrza (to ważne w przypadku nadmiernej wigotności).
Dokupuję również 10-litrowe opakowanie ziemi uniwersalnej. Ponieważ ziemia jest dość zbita i ma sporo grudek, przesiewam ją przez sito mopa. Dzięki temu łatwiej jest mi wsypywać tę ziemię do plastikowych doniczek. Wypełniam je ziemią do połowy. Continue reading “Szklarnia na parapecie cz. 1” »