Długie zimowe wieczory sprawiają, że warto zasiąść do kompa i poopowiadać o ogrodzie. O tej porze roku – gdy nie ma śniegu – ogród mój wygląda ponuro. Na fotografii wszystko jest szare, bure lub brązowe. Tylko niewielki świerk pod płotem przypomina, że w ogrodzie bywa zielono. Po prawej stronie zdjęcia chudziutka młoda magnolia niewiele miała liści. Po lewej oparłam grabie o jarzębinę – ale ona również niewiele psoci liśćmi. W lewym dolnym rogu rollborder otacza pień największego tu świerku – pod nim najchętniej wylegują się psice.
Na środku proszę zwrócić uwagę na pień z ptasim domkiem – to mój dąb Bartek. Większość liści zagrabionych i czekających na grabienie pochodzi właśnie z tego dębu. Nie tylko, ale głównie. Kiedy jest mokro, liście zaczynają gnić, a pod nimi trawa nie bardzo może przetrwać. trzeba grabić, oj, trzeba.
W niektórych miejscach, gdzie już wygrabione, wśród pojedynczych i cherlawych ździebeł trawy wesoło zieleni się mech. A niech tam, niech się weseli!
Zaś jeże (o które zwykle martwią się fejsbukowi czytelnicy moich wpisów) od dawna mieszkają w swoich norkach pomiędzy kamieniami. Lubimy się, ale teraz śpią. Aby do wiosny!
Tyle na dziś.
21 x.
