Pomidory z parapetu cz. 2

Kwiecień

Po 20-25 dniach od siewu następuje pikowanie. W miniszklarenkach powoli wzrastają sadzonki – jedne słabsze, inne silniejsze.
Przygotowuję więc niewielkie doniczki torfowe. Podczas przesadzania okazało się, że mam ich zbyt mało, więc dobre są też plastikowe.
Przygotowałam ziemię do sadzonek i wermikulit – minerał do napowietrzania, który dzięki swojej zdolności zatrzymywania i stopniowego oddawania wody wraz z minerałami niezbędnymi dla rozwoju rośliny (jakis nowy patent, którego wcześniej nie znałam, ale chętnie próbuję).
Na dno doniczki sypię trochę ziemi do sadzonek, na nią wermikulit. Niewielką łyżką wyjmuję roślinki i rozdzielając splątane korzenie, sadzę je do doniczek, przysypując delikatnie ziemią. Na koniec delikatnie wszystko podlewam, nie mocząc wrażliwych listków.
Staram się nie poplątać odmian. Kiedy znalazłam etykiety, wetknęłam je na każdą półkę doniczek i chyba jest OK. Zrobiło się strasznie dużo tych sadzonek. Szczególnie dużo wobec grządek, któóre dopiero tworzę na naszym ugorze – na kiepskiej ziemi, przez dziesięciolecia nieuprawianej.
Roślinki wracają na parapet – dopiero po połowie maja jest nadzieja, że nocne przymrozki przygruntowe się kończą. Wóczas będzie można myśleć o przesadzaniu.
Najpierw 12-13-14 maja to imieniny Pankracego, Serwacego i Bonifacego. To tak zwani zimni ogrodnicy – rośliny wrażliwe na mróz najlepiej sadzić po tych dniach.
A jeszcze lepiej – po „zimnej Zośce”, czyli po 15 maja.
Mam jeszcze nieco czasu na zajęcie się glebą. Praca w ogrodzie jest fajna, tylko że nie zawsze mój wolny czas przypada w odpowiednią pogodę. Trzeba przeczekać deszcze.

Początek maja

Ale w końcu biorę się za grządkę. Na razie sa tu jeszcze 2 agresty, ale niewielkie, więc ich nie ruszam. Przekopuję całość, dokładnie usuwam chwasty, na wierzch dodaję warstwę ziemi uniwersalnej ze sklepu (na tym etapie robiłam fotografię obok), znowu przekopuję. Wygląda nieco lepiej.
Ziemia sklepowa zmieszana z naszą (klasa VI, niższej nie ma) trochę pociemniała, choć czarnoziemem nie będzie.
Na koniec przekopywania oceniam grządkę jako maleńką – w porównaniu z ilością sadzonek zamieszkującej parapet.
OK, tworzę więc drugą grządkę koło winogron. Tam jest nieco łatwiej, bo przed dwoma laty starałam się ten kawałek uprawiać. Łopata lżej wchodzi i chwasty nie tak obfite.
Zbliża się połowa maja i czas przeniesienia rozsady do gruntu.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.