Piąta rano w majowym ogrodzie. Ptacy hałasują co niemiara. Po deszczach, które padały przez ostatnie dni, podniosła się mgła. Dźwięki są jakby wyraźniejsze. Co chwila słychać furkot skrzydeł – a to sikory, a to pliszki, a to muchołówki.
Sosny wyraźnie układają się w pierwszy plan, drugi i następne. Wśród ciemnozielonych igieł złocą się rude końcówki gałęzi – to młode pędy, które wkrótce rozwiną się, wydłużając te gałęzie.
Jeśli dzisiaj nie będzie padać, może uda się po południu trochę skosić trawę. W wysokiej i wilgotnej chętnie rozmnażają się kleszcze, których nie znosimy…
Pokrzywa na mszyce
Przy niewielkiej ilości mszyc zalecany jest palący wyciąg z pokrzywy. Sporządza się go zalewając 1 kg świeżych pędów pokrzywy 10 litrami wody. Pozostawiamy na 12-24 godziny, nie dopuszczając do fermentacji. Nie rozcieńczonym opryskujemy mszyce.
Palące substancje w pokrzywie zanikają, jeżeli wyciąg nie zostanie użyty od razu.
[źródło: Literatura – Kreuter]
Pasi sobie konik
Kośba 2009
Stasio wykosił mi kawał posesji. Kosą. To dobrze, bo trawa już była zbyt wysoka na naszą małą kosiarkę. Wieczorem burza i ulewa. Dobrze, że chłopcy zebrali trawę od razu — zmoczona nie byłaby już tak dobrą paszą dla ichnich krów i kóz.
Ot, taka wzajemna pomoc sąsiedzka 🙂
Bluszcz
Wczoraj byliśmy w sąsiedniej wsi. W zamian za 3 niewielkie sadzonki wierzby mandżurskiej dostaliśmy od Ulki sporo więcej dobrze wyrośniętych sadzonek bluszczu. Nasze sadzonki przenocowały w wiadrze z wodą, dzisiaj Ogrodniczka oczyściła rabatę koło altany i posadziła tu 4 z nich.
Miejsce ma ekspozycję wschodnią, więc powinno służyć bluszczowi.
Niestety, już dwukrotnie kupowaliśmy sklepowe sadzonki i każdej zimy nam usychały.
Ponieważ u Ulki bluszcz ma się wyjątkowo zdrowo, wypróbujemy jej metody uprawy. Może tym razem sadzonki się przyjmą.
